8/7/19

Polish translation of two Yiddish pages found in Sokolow

We already have a Polish translation of two pages written in Yiddish, found in the rubble of one of the buildings in Sokołów.

It is a fragment of a short story by Moyshe Olgin, a writer associated with the Bund. He wrote his articles and books in English, Russian, German, French, Polish, Hebrew and Yiddish.

More about his life: https://yiddishkayt.org/view/moyshe-olgin/

If you do not know Polish, please try to read our translation using Google Translate.

Here it is:



[str. 31]

Ostatnia ofiara

---

… patrząc mu z czułością w oczy,

… a jej głos załamał się.

… Chcesz dalej jechać? Chcesz nas opuścić na stare lata? Może nie wiesz, że my … żyliśmy? Może nie wiesz, że łamiesz nam serca? Bóg świadkiem, że nie odszedł … Nie powinnam modlić się za ciebie i nie powinnam przelewać moich łez. Bóg mi świadkiem, że dałabym się zamknąć w więzieniu za ciebie, że oddałabym ostatnią kroplę krwi za … Och, twoje rzeczy! Twoje żelazne wrota! Przez cały czas leżały właśnie tu, u mnie w sercu i męczyły mnie i dusiły i nie dawały złapać oddechu. Mój synu! Bóg zesłał nam cud: nadal jesteś z nami w domu. Mogliśmy zobaczyć cię na własne oczy. Znów chcesz wyjechać? Chcesz nas zostawić w nędzy? Samotnych jak kamień na polu? Jesteśmy starzy i chorzy. Poza tobą nie mamy nikogo na tym świecie. Ukój nasze rany, daj nam odpocząć od naszego ciężkiego życia. Zostań z nami! Daj mi dożyć radości i zobaczyć twoje dzieci. Niech na starość wzejdzie nad nami gwiazda zaranna! Mój synu! Jesteś moim pierworodnym. Moja pociecho! Moje serce! Popatrz na nas! Spójrz na swoją starą matkę i jej kościste, styrane dłonie! Moje dziecko! Nie odchodź od nas.

Po chudej, pomarszczonej twarzy popłynęły łzy. Łzy mieniły się też w oczach młodzieńca. Zalman siedział w kącie i swoim głębokim spojrzeniem patrzył na nich. Matka nie spuszczała wzroku z Abrahama. A jej serce biło mocno. Serce krwawiło.



[str. 32]

Olgin 

---

Minęła chwila.

Stary wstał, podszedł powoli, podniósł ręce i powiedział podniosłym głosem.

- Nie, Ciporo, pozwól mu odejść. Nie potrzebujemy…

zachowywać. Podążają świętą drogą. Ja…

tu w ciemności. Moje lata są…

chociaż syn będzie żył jak człowiek. Odchodzą, Ciporo… stary… dla nas, dla wszystkich. Idą obetrzeć łzy, ukoić rany. Idź, mój synu! Bądź… ze wszystkimi naszymi wrogami. Niech Bóg cię ma w swojej opiece… Lepszej pociechy nie potrzebuję.

Dalej nie mógł już mówić. Łzy tłamsiły się w gardle. Nie mógł wydobyć ani słowa.

Do izby wpadały złote słoneczne promienie.

Sierpień, 1904

Tłumaczenie z jidysz: Agata Reibach